Piwo bezalkoholowe nie musi smakować jak rozwodniona brzeczka z odrobiną chmielu. Właśnie to chcę sprawdzić w kolejnym eksperymencie z iGulu. Tym razem biorę na warsztat piwo bezalkoholowe / niskoalkoholowe, przygotowane na bazie zmodyfikowanego oryginalnego brew kitu iGulu German Helles, specjalnych drożdży Pinnacle Low Alcohol, maltodekstryny oraz aromatycznego ekstraktu chmielowego Mosaic.
Cel jest dość konkretny: chcę otrzymać piwo o zawartości alkoholu w okolicach 0,5% ABV, ale jednocześnie pijalne, pełne, wyraźnie chmielone i pozbawione charakterystycznego dla wielu piw bezalkoholowych wrażenia słodkiej, niedofermentowanej brzeczki.
Nie będę przy tym walczył o laboratoryjne 0,00%. Jeżeli finalnie okaże się, że otrzymaliśmy 0,4%, 0,5%, a nawet trochę więcej alkoholu, nie uznam eksperymentu za nieudany. Nie zabijamy się przecież o kilka dziesiątych procenta. Najważniejszy jest dla mnie smak, ciało, aromat i pijalność. Chcę dojść do przepisu na takie piwo bezalkoholowe, jakie sam lubię: jasne, świeże, pełne i przede wszystkim porządnie nachmielone.
I co najważniejsze – piwo według poniższego planu nastawimy już podczas najbliższego czwartkowego live – 17 września 2026 o godzinie 20:00. Już teraz zapraszam wszystkich, którzy chcą zobaczyć cały proces na żywo.
Po transmisji dodamy do tego artykułu link do nagrania. Gdy piwo będzie gotowe, zrobimy osobne video z degustacji, ocenimy efekt, wyciągniemy wnioski i – jeżeli okaże się to konieczne – wprowadzimy poprawki. Po degustacji powstanie druga część artykułu, w której podsumujemy cały eksperyment, nasze doświadczenia, wyniki pomiarów oraz wszystkie uwagi. Docelowo chcę w ten sposób dojść do jednoznacznego, powtarzalnego przepisu na pijalne, pełne i mocno chmielone piwo bezalkoholowe z iGulu.
Jak właściwie produkuje się piwo bezalkoholowe?
Nie istnieje jedna metoda produkcji piwa bezalkoholowego. W browarnictwie stosuje się kilka zupełnie różnych sposobów, a każdy z nich ma swoje zalety i ograniczenia.
Jedną z najbardziej zaawansowanych metod jest najpierw wyprodukowanie normalnego piwa, a następnie usunięcie z niego alkoholu. W dużych browarach wykorzystuje się do tego między innymi destylację próżniową oraz systemy membranowe. Pozwalają one bardzo precyzyjnie ograniczyć zawartość alkoholu, nawet do poziomu 0,0% ABV, ale wymagają kosztownego sprzętu, którego oczywiście nie będziemy instalować obok iGulu.
Drugą metodą jest zatrzymanie fermentacji. Przygotowujemy brzeczkę, rozpoczynamy normalną fermentację, a następnie gwałtownie ją przerywamy, zanim drożdże zdążą wyprodukować większą ilość alkoholu. Można wykorzystać do tego szybkie obniżenie temperatury.
Technicznie jest to możliwe, ale powstaje problem: w piwie pozostaje dużo cukrów, które normalne drożdże mogłyby jeszcze przefermentować. Takie piwo może być bardzo słodkie, mało stabilne i podatne na wznowienie fermentacji. Pinnacle wymienia cold contact oraz arrested fermentation jako starsze metody, wskazując jednocześnie na ich ograniczenia jakościowe.
Trzeci wariant polega na przygotowaniu bardzo słabej brzeczki i przefermentowaniu jej normalnymi drożdżami. Alkohol będzie niski, ponieważ od początku mamy mało cukru. Niestety bardzo łatwo otrzymać wtedy piwo cienkie, wodniste i pozbawione ciała.
Dlatego w naszym eksperymencie wybieram inną drogę.
Drożdże Pinnacle Low Alcohol – najważniejszy element całego projektu
Pinnacle Low Alcohol to specjalistyczne drożdże typu maltose-negative.
Oznacza to, że – w przeciwieństwie do typowych drożdży piwowarskich – nie wykorzystują efektywnie maltosy i maltotriozy. Fermentują przede wszystkim cukry proste, czyli glukozę, fruktozę i sacharozę. Dzięki temu można uzyskać stosunkowo wysokie końcowe SG i zachować część ekstraktu odpowiedzialnego za pełnię piwa, jednocześnie produkując niewielką ilość alkoholu.
Producent podaje, że przy standardowym profilu cukrowym brzeczki i udziale cukrów prostych na poziomie około 15% utrzymanie ekstraktu początkowego poniżej około 5,5°P, czyli mniej więcej SG 1.022, może pozwolić osiągnąć maksymalnie około 0,4% ABV.
To bardzo dobrze pasuje do naszego założenia. Nie chcę fermentować całego brew kitu i później na siłę zatrzymywać procesu. Chcę już podczas przygotowania nastawu świadomie ograniczyć ilość fermentowalnego ekstraktu, a brakujące ciało odbudować składnikami, których Pinnacle Low Alcohol praktycznie nie fermentują.
Producent podaje również, że Pinnacle Low Alcohol mają szybki start fermentacji, dobrze eksponują aromaty chmielowe, nie produkują charakterystycznych fenolowych nut goździkowych i wykazują dobre właściwości sedymentacyjne jak na drożdże tego typu.
Właśnie tego tutaj potrzebuję.
German Helles czy German Pilsner – który brew kit będzie lepszą bazą?
Do dyspozycji mam dwa bardzo podobne, ale jednak różniące się charakterem brew kity iGulu: German Helles oraz German Pilsner.
W klasycznej fermentacji oba nadają się do jasnego lagera. W przypadku piwa bezalkoholowego wybór bazy ma jednak większe znaczenie, ponieważ niski alkohol zmienia sposób odbioru goryczki, słodowości i pełni.
German Helles jest bardziej miękki. Oryginalny kit ma deklarowaną goryczkę około 15–20 IBU, bazuje na jasnym ekstrakcie Pilsen Light i został zaprojektowany tak, aby słodowość oraz chmiel pozostawały w równowadze. Aromat jest delikatny, lekko kwiatowy, ziołowy i przyprawowy.
German Pilsner idzie bardziej w stronę wytrawności i chmielu. Już sam zestaw zawiera mocniejszą komponentę goryczkową i większy udział aromatycznego Hersbruckera. W normalnym Pilsnerze jest to oczywiście zaleta.
W piwie poniżej 0,5% ABV mamy jednak dużo mniej alkoholu, a więc również mniej naturalnej pełni. Goryczka może być odbierana jako ostrzejsza i bardziej bezpośrednia. Ponieważ dodatkowo chcę wprowadzić wyraźny aromat Mosaic, zbyt mocna baza pilsowa mogłaby utrudnić kontrolowanie balansu.
Dlatego wybieram German Helles.
Helles daje mi spokojniejsze, bardziej neutralne tło. Mogę sam zbudować poziom aromatu i zdecydować, jak mocno Mosaic ma wyjść na pierwszy plan. Zamiast podporządkowywać się gotowemu profilowi Pilsnera, dostaję bazę, którą łatwiej modyfikować.
Pilsnera wybrałbym natomiast wtedy, gdybym chciał stworzyć bardziej klasyczne German Pils NA, bardziej wytrawne, ostre i zdecydowanie goryczkowe.
Tutaj chcę czegoś innego: pełnego, nowoczesnego, mocno aromatycznego Hellesa bez alkoholu.
Ile DME użyję?
To jeden z najważniejszych elementów całego przepisu.
Oryginalny brew kit Helles zawiera 454 g DME Pilsen Light. Całego ekstraktu oczywiście nie wykorzystam, ponieważ otrzymałbym normalną brzeczkę przeznaczoną do produkcji kilku procent alkoholu.
Na 3,7 litra nastawu planuję rozpocząć od około:
170–180 g DME Pilsen Light.
I tutaj bardzo ważne zastrzeżenie: nie traktuję tej liczby jako absolutnie sztywnej dawki.
Najważniejszy jest rzeczywisty pomiar SG przygotowanej brzeczki.
Chcę uzyskać około SG 1.018–1.020, co odpowiada w przybliżeniu 4,5–5,0°P.
DME będę więc dodawał w takiej ilości, aby rzeczywisty pomiar znalazł się właśnie w tym zakresie.
Jeżeli 170 g wystarczy – nie będę dosypywał kolejnych 10 g tylko dlatego, że tak zapisaliśmy w przepisie. Jeżeli konieczne będzie 180 g, żeby osiągnąć zakładane SG, zwiększymy dawkę.
SG jest tutaj ważniejsze niż liczba gramów DME.
To również dobry przykład, dlaczego przy eksperymentach fermentacyjnych warto mierzyć parametry, zamiast ślepo trzymać się receptury.
Maltodekstryna – ciało bez dokładania alkoholu
Do przygotowanej brzeczki planuję dodać około 30–35 g maltodekstryny.
Jej zadanie jest zupełnie inne niż DME.
Nie dokładam maltodekstryny po to, żeby drożdże zrobiły z niej alkohol. Ma ona pozostać w piwie i zwiększyć body, mouthfeel, lepkość oraz odczuwaną pełnię.
To szczególnie ważne w piwie o zawartości alkoholu rzędu 0,5%, ponieważ jednym z najczęstszych problemów piw bezalkoholowych jest właśnie brak ciała.
Po dodaniu maltodekstryny SG może oczywiście wzrosnąć. Dlatego później trzeba uważać z prostym obliczaniem alkoholu ze wzoru OG–FG. Część ekstraktu została bowiem świadomie dodana jako składnik pozostający w piwie.
Planowany skład nastawu 3,7 litra
Na pierwszą wersję eksperymentu planuję wykorzystać około 170–180 g DME Pilsen Light, przy czym finalna ilość będzie zależała od pomiaru pozwalającego uzyskać SG około 1.018–1.020, czyli około 4,5–5,0°P. Do tego dojdzie 30–35 g maltodekstryny, ekstrakt goryczkowy z Hellesa, część oryginalnego aromatycznego ekstraktu Hersbrucker, ekstrakt aromatyczny Mosaic, około 1,8–2,0 g Pinnacle Low Alcohol, kwas mlekowy do regulacji pH oraz – jeżeli użyta woda okaże się bardzo miękka – niewielka ilość 35-procentowego roztworu chlorku wapnia.
W przypadku CaCl₂ nie chcę przesadzać. DME już zawiera minerały pochodzące z wody użytej podczas produkcji ekstraktu. W tym projekcie maltodekstryna zrobi dla odczuwanej pełni znacznie więcej niż agresywne modyfikowanie profilu mineralnego.
Jak przygotuję nastaw?
W przypadku piwa niskoalkoholowego dezynfekcja jest szczególnie ważna. Alkohol działa w zwykłym piwie jako jeden z elementów ograniczających rozwój mikroorganizmów. Tutaj tego zabezpieczenia praktycznie nie mamy.
Keg, pokrywę, przewody, elementy mające kontakt z brzeczką, mieszadło oraz wszystkie akcesoria należy więc bardzo dokładnie umyć i zdezynfekować.
Po dezynfekcji zaczynam od przygotowania DME.
Nie chcę wsypywać suchego ekstraktu do pełnego kega zimnej wody i liczyć, że jakoś się rozpuści. W tym eksperymencie zależy mi na wiarygodnym pomiarze SG.
Dlatego DME rozpuszczę wcześniej w części ciepłej wody, dokładnie mieszając aż do całkowitego rozpuszczenia ekstraktu. Dopiero potem roztwór trafi do kega i zostanie uzupełniony wodą.
To samo zrobię z maltodekstryną.
Całość musi być dokładnie wymieszana przed pobraniem próbki.
Dopiero wtedy mierzę SG.
Jeżeli wynik będzie za niski, dodam niewielką dodatkową ilość całkowicie rozpuszczonego DME. Jeżeli znajdziemy się w okolicy SG 1.018–1.020, baza jest gotowa.
Cel OG: 1.020–1.022
Cel FG: 1.016–1.019
Zakładany ABV: około 0,3–0,5%
faktyczny poziom SG będzie wyższy ze względu na dodatek maltodekstryny ale przesunięcie jest neutralne ponieważ maltodekstryna nie jest fermentowana przez drożdże
Następnie dodaję przewidziane ekstrakty chmielowe, reguluję pH, ponownie dokładnie mieszam i dopiero wtedy zadaję drożdże.
Mosaic – dużo aromatu, ale bez przesadnej goryczki
W tym piwie nie interesuje mnie wyścig na najwyższe IBU.
Chcę uzyskać wyraźny aromat chmielowy, który przykryje ewentualne nuty brzeczkowe i sprawi, że piwo będzie smakowało jak świadomie zaprojektowane hoppy low-alcohol beer, a nie jak produkt, któremu „zabrano alkohol”.
Mosaic pasuje tutaj idealnie.
Może wprowadzić cytrusy, grejpfrut, owoce tropikalne, mango, delikatną żywicę, a czasami nawet nuty jagodowe.
Część ekstraktu Mosaic wykorzystam podczas przygotowania nastawu.
Drugą część chcę zastosować przy zamkniętym transferze do drugiego kega.
Dzięki temu nie muszę otwierać fermentora po rozpoczęciu fermentacji.
To również ogranicza kontakt gotowego piwa z tlenem.
Dlaczego nie klasyczny dry hopping pelletem?
Mógłbym oczywiście wrzucić pellet chmielowy.
Tylko po co komplikować sobie życie w eksperymencie, którego najważniejszym problemem jest stabilność mikrobiologiczna i kontrola alkoholu?
Producent Pinnacle zwraca uwagę, że klasyczne chmielenie na zimno może wnieść mikroorganizmy, a także wywołać hop creep. Enzymy obecne w chmielu mogą uwolnić dodatkowe cukry fermentowalne, co w piwie niskoalkoholowym może prowadzić do wzrostu alkoholu oraz problemów z diacetylem. Pinnacle rekomenduje z tego powodu prowadzenie dry hoppingu w zimnych etapach procesu.
W tym konkretnym projekcie gotowy aromatyczny ekstrakt Mosaic jest więc dla mnie bardzo wygodnym rozwiązaniem.
Ile drożdży Pinnacle Low Alcohol?
Producent zaleca pitching rate około 50 g/hl, czyli około 0,5 g/l.
Dla naszego nastawu 3,7 litra daje to:
około 1,85 g drożdży.
W praktyce zadam więc około 1,8–2,0 g Pinnacle Low Alcohol.
Nie zamierzam celowo zmniejszać dawki drożdży, żeby ograniczyć alkohol.
To byłaby zła droga.
Przy piwie niskoalkoholowym zależy mi na szybkim i pewnym starcie fermentacji, ponieważ zmniejsza to czas, w którym brzeczka może stać się środowiskiem dla niepożądanych mikroorganizmów.
Producent Pinnacle również podkreśla znaczenie szybkiego startu i właśnie z tego względu rekomenduje standardową dawkę 50 g/hl.
Regulacja pH – jeden z kluczowych elementów
Przy tym projekcie pH jest bardzo ważne.
W zwykłym piwie mamy kilka naturalnych barier mikrobiologicznych. Jedną z nich jest alkohol. Tutaj alkoholu prawie nie będzie.
Dlatego jeszcze przed fermentacją planuję zakwasić brzeczkę do:
pH około 4,8–4,9.
Producent Pinnacle zaleca start w zakresie pH 4,8–5,0. Same drożdże powinny następnie obniżyć pH jeszcze o około 0,5–0,6 jednostki. Dobrą praktyką jest uzyskanie gotowego produktu na poziomie pH ≤4,2, a według producenta nie należy przekraczać 4,5.
Do regulacji wykorzystam kwas mlekowy.
Nie podaję tutaj jednej sztywnej liczby mililitrów, ponieważ potrzebna ilość zależy zarówno od stężenia kwasu, jak i alkaliczności użytej wody.
Procedura będzie prosta:
dodaję bardzo małą ilość kwasu, dokładnie mieszam, wykonuję pomiar i powtarzam aż do osiągnięcia około pH 4,8–4,9.
Po fermentacji zmierzę pH ponownie.
Jeżeli otrzymamy około pH 4,1–4,3, będę bardzo zadowolony.
Harmonogram fermentacji piwa bezalkoholowego w iGulu
Pinnacle Low Alcohol są drożdżami szybkimi. Producent podaje, że fermentacja może zakończyć się w ciągu 1–4 dni, a plateau bardzo często pojawia się już po 1–2 dniach. Jednocześnie dłuższe pozostawienie piwa na drożdżach może pomóc w redukcji aldehydów odpowiadających za nieprzyjemny, surowy i brzeczkowy charakter.
Dlatego nie chcę kończyć fermentacji natychmiast po pierwszym wypłaszczeniu SG.
W iGulu wykorzystam możliwość programowania temperatury, ciśnienia i czasu dla kolejnych etapów:
| Etap | Temperatura | Ciśnienie | Czas | Co chcę osiągnąć |
|---|---|---|---|---|
| Start fermentacji | 20°C | 3 PSI | 24 h | szybki start Pinnacle Low Alcohol |
| Fermentacja główna | 20°C | 6 PSI | 48 h | przefermentowanie dostępnych cukrów prostych |
| Dojrzewanie | 18°C | 8 PSI | 24 h | redukcja niepożądanych aromatów |
| Cold crash | 2°C | 12 PSI | 48 h | sedymentacja drożdży i klarowanie |
| Zimna maturacja | 2°C | 15–18 PSI | 3–5 dni | klarowanie, stabilizacja i nagazowanie |
To jest jednak plan startowy, a nie zegar, którego będę się kurczowo trzymał.
Jeżeli SG nadal będzie się zmieniało, wydłużę dany etap.
I właśnie dlatego do kega trafi RAPT Pill.
RAPT Pill – czy ma sens w tym eksperymencie?
Moim zdaniem zdecydowanie tak.
Właśnie w piwie bezalkoholowym ciągłe monitorowanie SG jest szczególnie przydatne.
RAPT Pill pozwala obserwować przebieg fermentacji bez otwierania fermentora. Mogę więc zobaczyć moment startu, szybkość pracy drożdży oraz przede wszystkim moment, w którym SG przestaje się zmieniać.
Przy zwykłym piwie różnica jednego czy dwóch punktów SG często nie ma wielkiego znaczenia.
Tutaj operujemy na bardzo małej ilości cukrów fermentowalnych, więc niewielka zmiana może mieć proporcjonalnie dużo większy wpływ na szacowaną zawartość alkoholu.
Jeżeli przykładowo startujemy w okolicach SG 1.020, każda zmiana jest już warta obserwowania.
RAPT Pill pozwoli mi również zweryfikować deklarowany przez producenta szybki przebieg fermentacji Pinnacle Low Alcohol.
Nie będę natomiast traktował wyliczenia ABV z Pilla jako laboratoryjnego pomiaru alkoholu.
Przy tak małych wartościach każdy błąd pomiarowy nabiera znaczenia, dodatkowo w recepturze znajduje się maltodekstryna wpływająca na SG.
Dlatego RAPT Pill będzie dla mnie przede wszystkim narzędziem do monitorowania fermentacji, a nie certyfikowanym analizatorem alkoholu.
Zamknięty transfer i dodatkowe chmielenie
Po zakończeniu fermentacji, cold crashu i pierwszej zimnej maturacji przygotuję drugi keg.
Zostanie on dokładnie umyty i zdezynfekowany.
Do kega odbiorczego trafi finalna porcja ekstraktu Mosaic. Następnie keg zostanie zamknięty i przepłukany CO₂.
Dopiero potem wykonam zamknięty transfer piwa.
Dzięki temu po fermentacji nie muszę otwierać kega z piwem.
Ograniczam jednocześnie:
kontakt z tlenem, możliwość zakażenia oraz utratę aromatów chmielowych.
W przypadku tak delikatnego piwa jest to dla mnie szczególnie istotne.
Stabilizacja gotowego piwa
To jest element, którego nie można pominąć.
Piwo bezalkoholowe i niskoalkoholowe jest mikrobiologicznie znacznie bardziej wymagające niż normalne piwo.
Producent Pinnacle jednoznacznie podkreśla potrzebę dodatkowych działań poprawiających bezpieczeństwo i stabilność mikrobiologiczną. W rozwiązaniach komercyjnych jako najpewniejsze rozwiązanie wskazywana jest pasteryzacja.
W tym eksperymencie nie będę pasteryzował piwa.
Dlatego muszę nadrabiać to innymi elementami procesu:
bardzo dobrą sanitacją, kontrolą pH, szybkim startem fermentacji, zamkniętym procesem, ograniczeniem tlenu, brakiem pelletu chmielowego po fermentacji oraz przede wszystkim ciągłym przechowywaniem gotowego piwa w niskiej temperaturze.
To nie jest więc piwo, które po zakończeniu fermentacji zostawiam na dwa miesiące w ciepłym pomieszczeniu.
Jak długo planuję przechowywać gotowe piwo?
Nie chcę tutaj tworzyć sztucznej i pozornie precyzyjnej daty trwałości.
Domowe, niepasteryzowane piwo o zawartości alkoholu około 0,5% nie ma takiej naturalnej stabilności jak lager 5%.
Producent opisuje przemysłowe metody poprawy stabilności biologicznej, ale nie podaje prostego terminu przydatności dla niepasteryzowanego domowego piwa przechowywanego w kegu.
Dlatego na potrzeby naszego eksperymentu zakładam konserwatywnie:
stałe przechowywanie w temperaturze 2–4°C i spożycie najlepiej w ciągu około 2–3 tygodni od zakończenia fermentacji.
Jeżeli sanitacja będzie idealna, pH odpowiednio niskie, a keg przez cały czas pozostanie zamknięty i schłodzony, piwo może oczywiście zachować dobrą jakość dłużej.
Ale nie projektuję go jako produktu z kilkumiesięcznym shelf life.
Ma być świeże, aromatyczne i wypite wtedy, kiedy Mosaic pokazuje się z najlepszej strony.
Jak będę serwował gotowe piwo?
To również ma znaczenie.
Gotowe piwo chcę podawać dobrze schłodzone, ale nie lodowate.
Na początek ustawię iGulu na około:
4°C i około 10–12 PSI.
To powinno dać świeże, dobrze nagazowane piwo, ale jeszcze bez przesadnego wysycenia.
Jeżeli okaże się, że przy tej pełni i goryczce potrzebuje więcej „życia”, mogę podnieść ciśnienie do około 13–15 PSI.
Jeżeli natomiast wysokie nagazowanie będzie nadmiernie eksponowało goryczkę albo powodowało zbyt agresywne odczucie w ustach, zejdę bliżej 8–10 PSI.
Temperaturę degustacyjną celuję w okolice 4–6°C.
Nie chcę serwować go przy 2°C, ponieważ bardzo niska temperatura tłumi aromat Mosaic.
Przy około 4–6°C powinien być dobry kompromis między orzeźwieniem, nagazowaniem, aromatem chmielowym i odczuwalnym ciałem.
A jeśli zamiast 0,5% wyjdzie 0,6 albo 0,7%?
Nie wydarzy się nic dramatycznego.
Celem tego eksperymentu nie jest uzyskanie wyniku laboratoryjnego za wszelką cenę.
Chcę znaleźć praktyczną metodę produkcji dobrego piwa o bardzo niskiej zawartości alkoholu w iGulu.
Jeżeli świetne, pełne, mocno chmielowe piwo będzie miało 0,6% zamiast 0,4%, nie będę wylewał kega.
Znacznie ważniejsza będzie odpowiedź na pytania:
Czy piwo ma ciało?
Czy nie jest przesadnie słodkie?
Czy czuć surową brzeczkę?
Czy Mosaic jest wystarczająco wyraźny?
Czy goryczka jest dobrze zbalansowana?
Czy chce się wypić drugą szklankę?
Bo ostatecznie właśnie o to chodzi.
Co chcę osiągnąć?
Finalnie oczekuję jasnego, lekkiego piwa o czystym profilu fermentacyjnym.
Helles ma zapewnić delikatne słodowe tło.
Maltodekstryna ma odbudować ciało.
Pinnacle Low Alcohol mają ograniczyć produkcję alkoholu, ale pozostawić w piwie słodowy ekstrakt.
Mosaic ma być elementem, który od razu powie:
to jest piwo, a nie brzeczka udająca piwo.
iGulu pozwoli mi natomiast prowadzić cały proces pod kontrolą – od dokładnej temperatury fermentacji, przez ciśnienie, aż po cold crash, nagazowanie, zimną maturację i serwowanie.
RAPT Pill pokaże mi, co dzieje się wewnątrz kega bez jego otwierania.
Kwas mlekowy pomoże kontrolować pH.
Zamknięty transfer ograniczy kontakt z tlenem.
A na końcu zostanie już najważniejszy test: szklanka i degustacja.
Eksperyment zaczynamy już w czwartek
Ten artykuł jest pierwszą częścią projektu.
W czwartek, 17 września 2026 o godzinie 20:00 nastawimy to piwo podczas naszego live.
Pokażemy przygotowanie nastawu, odmierzanie DME, pomiar SG, regulację pH, zadanie Pinnacle Low Alcohol, konfigurację harmonogramu iGulu oraz wykorzystanie RAPT Pill.
Już teraz wszystkich zapraszam na transmisję.
Po live w tym miejscu pojawi się link do pełnego nagrania.
A kiedy piwo będzie gotowe, zrobimy drugie video – tym razem z degustacji.
Sprawdzimy aromat, goryczkę, ciało, słodycz, nagazowanie i ogólną pijalność. Porównamy rezultat z założeniami i zobaczymy, co rzeczywiście wydarzyło się podczas fermentacji.
Jeżeli trzeba będzie zmienić ilość DME, maltodekstryny, Mosaic, ciśnienie, temperaturę albo czas poszczególnych etapów – zrobimy to.
Następnie powstanie druga część artykułu, zawierająca wyniki eksperymentu, nasze doświadczenia, uwagi z fermentacji, pomiary SG i pH oraz wnioski po degustacji.
Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, że mamy gotowy, sprawdzony przepis.
A cel pozostaje bez zmian:
pijalne, pełne, mocno nachmielone piwo bezalkoholowe – dokładnie takie, jakie lubię.
Zanim spróbujemy naszego piwa – warto mieć punkt odniesienia
Przy tym eksperymencie chcę mieć też kilka gotowych piw jako sensoryczny punkt odniesienia. Nie po to, żeby je kopiować, ale żeby sprawdzić, jak inni poradzili sobie z dokładnie tym samym problemem: jak zrobić piwo poniżej 0,5% alkoholu, które nadal ma ciało, wyraźny aromat chmielowy i po prostu dobrze się pije. Do takiego małego „panelu wzorców” wybrałbym przede wszystkim Trzech Kumpli BezalkØ IPA, BezalkØ Pan IPAni oraz o ile uda się zdobyć dwa piwa Athletic Brewing – Free Wave i Run Wild. Każde z nich pokazuje trochę inną drogę do pełnego, aromatycznego piwa bezalkoholowego: od bardziej klasycznej IPA po nowoczesny, soczysty i mocno chmielony profil. Podczas degustacji naszego piwa chcę więc ocenić je nie tylko „samo w sobie”, ale również na tle takich właśnie przykładów. Szczególnie interesować mnie będzie pełnia, poziom słodyczy, obecność lub brak nut brzeczkowych, intensywność chmielu, goryczka i ogólna pijalność. Jeśli nasze iGulu Helles na Pinnacle Low Alcohol i Mosaic zbliży się charakterem do dobrych craftowych piw NA, a jednocześnie zachowa własny, czystszy i bardziej lagerowy profil, będę bardzo zadowolony z wyniku.
Dziennik eksperymentu – jak zachowały się drożdże Pinnacle Low Alcohol?
Po kilku dniach możemy już powiedzieć, że sama fermentacja przebiegła dokładnie w kierunku, którego oczekiwaliśmy. Pinnacle Low Alcohol wystartowały spokojnie, bez gwałtownego „wystrzału”, a następnie wyraźnie przyspieszyły. Krzywa SG zaczęła systematycznie opadać, po czym od mniej więcej nocy z 18 na 19 września praktycznie się wypłaszczyła. To bardzo dobrze pasuje do charakterystyki tych drożdży: fermentują przede wszystkim dostępne cukry proste, a po ich wykorzystaniu dochodzą do naturalnego plateau, pozostawiając w piwie dużą część cięższych cukrów odpowiedzialnych za pełnię i ciało.
W naszym przypadku RAPT Pill pokazał czytelny przebieg całego procesu: po fazie startowej nastąpił wyraźny spadek SG, a następnie bardzo stabilne wypłaszczenie krzywej przy temperaturze utrzymywanej w okolicach 19,5–20°C. To dla mnie najważniejszy wniosek na tym etapie: zaczynamy realnie panować nad samą fermentacją piwa niskoalkoholowego. Wybrane drożdże zachowały się przewidywalnie i zgodnie z założeniem procesu, a iGulu pozwoliło utrzymać stabilne warunki temperatury i ciśnienia bez potrzeby ingerowania w keg podczas fermentacji.

Oczywiście nie ogłaszam jeszcze pełnego sukcesu. Fermentacja wygląda na opanowaną, ale wciąż pozostaje najważniejsza część całego eksperymentu: smak, aromat, odczucie pełni, poziom słodyczy, goryczka i to, czy Mosaic faktycznie da nam taki charakter, jakiego szukamy. Dopiero degustacja pokaże, czy technicznie poprawny przebieg fermentacji przełożył się na dobre, pijalne piwo.
Na dziś mogę jednak powiedzieć jedno: etap, którego najbardziej się obawiałem, czyli kontrolowane przefermentowanie tylko odpowiedniej części cukrów, wygląda bardzo obiecująco. Teraz pozostaje dojrzewanie, cold crash, zamknięty transfer i finalne chmielenie. Potem już tylko najważniejszy test — szklanka.






